Kiedy dostałam to zlecenie, nie wiedziałam, dla jak ważnego Klienta będę pracować.
W branży MICE jest tak, że organizacja eventu to kilkuogniwowy łańcuch współpracy. Nie zawsze od razu wiem, dla jakiego Klienta końcowego będę wykonywać zdjęcia. Tym razem tak było - cieszyłam się, że będę współpracowała z bardzo dużym, instytucjonalnym Klientem zagranicznym i już to było dla mnie dużą nobilitacją, ale również wyzwaniem. Klient bowiem złożył zapotrzebowanie na nową usługę - dostarczanie zdjęć w trybie live-delivery, czyli na żywo podczas eventu, po każdym naciśnięciu spustu migawki. Postanowiłam zaprzęgnąć do tego nowe technologie i z zapałem zabrałam się do ustanawiania właściwych połączeń miedzy aparatem, telefonem a softwarem, który miał to wszystko obsłużyć. Przecież w dobie XXI wszystko jest możliwe.
No i tu się zaczęły schody (tu będą technikalia, które niezainteresowani mogą pominąć 😜). Okazało się, że mój iPhone nijak nie chce skomunikować się ani przewodowo, ani bezprzewodowo, z moim - bądź co bądź - profesjonalnym aparatem używanym szeroko w gronie fotografów reportażowych. Co więcej, narzędzie oparte na AI, które miało pomóc mi selekcjonować i wstępnie obrabiać zdjęcia przed ich udostępnieniem Klientowi, okazało się zawodne oraz dalece zbyt drogie, żeby obsłużyć dwudniowy event. Zaczęłam pytać czaty AI o alternatywne rozwiązania - podążając za ich radami, nakupowałam przeróżnych sprzętów, kabli, ładowarek indukcyjnych, aplikacji etc. AI podpowiadało mi jednak nieistniejące aplikacje i niedziałające rozwiązania techniczne. Koniec końców - chodząc krętymi ścieżkami wylądowałam na manowcach na tydzień przed eventem z niedziałającym set-upem i górą poniesionych kosztów, oraz pretensją do siebie, że nie wykonałam wystarczająco głębokiego rozeznania przed przyjęciem zlecenia. Ale - umowa podpisana, nie mogę zawieść. Odrzuciłam w kąt rady AI i zabrałam się do szukania rozwiązań na własną rękę. Problem z połączeniem sprzętów udało mi się rozwiązać dzięki supportowi jednej z zagranicznych aplikacji, z której ostatecznie nie skorzystałam, ale znaleziona w odmętach internetu rada uratowała tę część połączenia. Skorzystałam z innej, w ogóle w Polsce nieznanej aplikacji, którą przetestowałam pierwszy raz kilka dni przed eventem - przez nią zdjęcia zgrywały się z aparatu przez telefon i wpadały do eleganckiej galerii dla Klienta. Wszystko wyglądało spoko.
Równolegle wiedziałam, że potrzebuję planu B - na tzw. "wszelki wypadek". I tu przyszedł z pomocą mąż, który wykorzystał technologie sprzed 20 lat: przesył aparat - serwer FTP - dysk Google. Wyglądało mniej profesjonalnie, ale przetestowałam - działa. Kamień spadł mi z serca.
Miałam również plan C - jakby już wszystkie technologie zawiodły.
Na kilka dni przed realizacją fotoreportażu okazało się, że Klientem końcowym jest Komisja Europejska. Każdego Klienta taktuję tak samo poważnie i jednakowo całe serce wkładam w jak najlepszą realizację. Ale sami rozumiecie - sama nazwa "Komisja Europejska" budzi respekt. 
A więc: raz, że nowe rozwiązania, gdzie zawsze coś może pójść nie tak. Dwa - Klient, który jednak brzmi dumnie. O ile od dawna nie stresowałam się nowymi zleceniami, tak tym razem przez cały tydzień przed, aż do rozpoczęcia zdjęć, czułam nieustanny, narastający stres. 
Oczywiście na evencie nie wszystko poszło tak, jakbym chciała. Oprócz dbania o właściwe, przemyślane kadry, pilnowania aby nie umknął mi żaden ważny moment wydarzenia, bycia zawsze tam, gdzie dzieją się najważniejsze rzeczy, budowania pozytywnej relacji z osobami po drugiej stronie obiektywu etc. - musiałam pilnować, czy zdjęcia się właściwie przesyłają, czy nie zerwało połączenia, czy galeria się nie zawiesiła, czy jakość zdjęć przepuszczonych przez galerię jest w porządku i reagować na bieżąco na pojawiające się w tym zakresie wyzwania. Po dwóch dniach kilkugodzinnej pracy na najwyższych obrotach, do domu wróciłam ledwo żywa. Trochę niezadowolona, że nie było idealnie, a trochę dumna, że dałam radę. Dowiozłam. 💪 
Jestem ciekawa, jak u Ciebie, w naszej branży MICE i w innych branżach, podchodzisz do wyzwań, zleceń, gdzie jeszcze nie masz gotowych rozwiązań. Nie bierzesz, dopóki nie masz dopiętego wszystkiego na ostatni guzik i masz pewność, że nic nie zawiedzie? Czy wierzysz, że dasz radę, że niejedno wyzwanie już za Tobą, i pomimo stresu i pewnego ryzyka - dasz radę?
Jeśli chcecie zobaczyć, dla jakiego Klienta pracowałam i jakie mamy tego efekty, zapraszam Was tutaj :) 👇 
https://www.fi-compass.eu/photo-galleries/boosting-generational-renewal-eu-agriculture-improving-access-finance-young-farmers
Back to Top